Autor:

Tomasz Ziubiński: psycholog, psychoterapeuta.

Współpraca merytoryczna:

Beata Rajczakowska, psychoterapeutka.

Redakcja i korekta tekstu:

Beata Wojciechowska-Dudek

W dobrym wychowaniu chodzi o dialog z własnym dzieckiem. Ale nie o zwykły dialog, który na co dzień stosujecie w relacjach z dorosłymi, kiedy rozmówca zachowuje się w sposób przewidywalny i za pomocą słów dochodzicie do wspólnego stanowiska, co nazywa się kompromisem. Z dzieckiem, a szczególnie z własnym dzieckiem i do tego nastolatkiem, sprawa nie jest już taka prosta, bowiem z natury rzeczy i rozwoju osobowościowego dziecko musi przekraczać granice – to wręcz konieczne. Musi sprawdzić, gdzie przebiega tzw. czerwona linia, poza którą spotka go surowy wzrok matki lub ojca i kara.

Problem nie leży zatem w dziecku i jego trudnym charakterze, a procesie rozwojowym. Skoro chcecie, żeby się rozwijało, dojrzewało, dorosło, dało wam radość z wnuków, bezpieczną przystań na starość, to musicie uznać, że ten rozwój, czyli wchodzenie w dorosłe życie, musi być okupione stratami, a dialog musi być specjalny i prowadzony z pozycji dojrzałego rodzica.

Co to znaczy? W sytuacji konfliktowej nastolatkowie nie będą was oszczędzać. W najbardziej dla was optymistycznym scenariuszu strzelą focha, trzasną drzwiami, nie zejdą na obiad, a w ostrej wersji zdarzeń zaczną krzyczeć czy rzucać na lewo i prawo agresją. Dowiecie się wówczas, jak bardzo was nienawidzą, kto wie, może nawet pójdą na giganta (czyli uciekną z domu). Co wtedy? Niektórym z was puszczą nerwy… Zdarzy się, że nastolatek dowie się, że jest niewdzięcznym bachorem, bo przecież tyle wam zawdzięcza! Niestety nierzadko zdarzy się też, że uderzycie własne dziecko, czasem bardzo mocno, a czasem wręcz z otwartej pięści...

Zupełnie czym innym jest impuls, kiedy nie dajecie sobie rady z napięciem i bezmyślnie przyłożycie klapsa, a czym innym jest świadome eskalowanie konfliktu z dzieckiem tylko po to, żeby na końcu pokazać mu swoją wyższość, w sposób przemyślany pójść do kuchni po sznur od żelazka i zacząć nim okładać dzieciaka po całym ciele, dając upust sadystycznym impulsom. Za coś takiego powinniście, rodzice, trafić do więzienia. Tu żarty się kończą. Każdy rodzic powinien być na tyle dojrzały emocjonalnie, aby przyhamować emocje, przyjrzeć się nim i obejrzeć z każdej strony swoją bezradność – bo właśnie wtedy, kiedy stajecie się bezradni, zdarza się ten przysłowiowy klaps.

Nie będę tutaj rozpisywał się o notorycznym biciu dzieci, bo jest to patologia, która powinna być rugowana z rodzin wszelkimi możliwymi i dostępnymi środkami społecznymi i prawnymi. A jeśli ktoś z was chciałby poznać mechanizmy takiej patologii, a także schematy rodzinne, które jej towarzyszą, zapraszam do mojej książki „Kiedy śpią anioły”, której premiera jest przewidziana na wrzesień tego roku.

Skupmy się zatem na dobrym, dojrzałym dialogu z własnym dzieckiem, a co za tym idzie, na dojrzałym rodzicu. Jak osiągnąć sukces w dialogu z nastolatkiem? Droga mamo, drogi tato, proponuję głęboki wdech, ziółka na uspokojenie i stanie się dla własnego dziecka KONTENEREM.

Czym jest kontenerowanie? W paradygmacie psychodynamicznym polega na przyjmowaniu przez matkę lub ojca złych emocji dziecka, przetwarzanie, „trawienie” ich w sobie, a potem „oddawanie” dziecku w tej zmodyfikowanej, dobrej, dojrzałej formie – takiej, że dziecko jest w stanie sobie z nimi (emocjami) poradzić.

Tyle teorii. Czas na praktykę. Wyobraźmy sobie scenkę z tobą, mamo. Wracasz do domu. Stajesz progu z torbami wyładowanymi po brzegi zakupami. A twój piętnastoletni syn Bartuś siedzi w domu cały dzień, bo są wakacje, i nawet cholernik się nie domyśli, że matka ma problem z otworzeniem drzwi! Chwytasz więc jedną siatę w zęby, a wolną dłonią szukasz kluczy po kieszeniach płaszcza i w końcu możesz wejść! Wtaczasz się do kuchni, resztką sił stawiasz siaty na stole, a tu wypełza ze swojego pokoju nastoletni syn Bartuś i oświadcza rezolutnie:

– Jutro jadę z kumplami na koncert rockowy.

No i szlag cię trafia. Robisz się purpurowa na twarzy, ale się trzymasz.

– Nic mi nie wiadomo o żadnym koncercie. Aha! Dziękuję, że otworzyłeś mi drzwi, dzwoniłam trzy razy.

– Nie jestem tutaj służącym.

Czarne myśli wpełzają do twojej głowy, a kątem oka rzucasz na tłuczek do schabowych…

– Służącym? To bardzo odpowiedzialny zawód, wymagający dużych kwalifikacji, ty jesteś zwykłym, nieodpowiedzialnym, niewdzięcznym bachorem i oświadczam ci, że na żaden koncert nie pojedziesz. Kropka!

Zaciskasz zęby coraz mocniej. Masz ochotę wywalić te siaty z zakupami przez okno, rozsiąść się w fotelu i zacząć przeglądać „Pudelka”. A tutaj obiad do zrobienia!

– Nie prosiłem o zgodę. Ja ci oświadczyłem fakt.

Nawet nie chcę myśleć, co w tym momencie mogłabyś zrobić. Dobrze, że tłuczki do schabowych są przeważnie pochowane po szufladach.

A teraz spróbujmy ten dialog prześledzić w drugiej wersji, z tak zwanym kontenerowaniem.

– Jutro jadę z kumplami na koncert rockowy.

Spróbuj mimo wszystko opanować emocje. Przecież to tylko nastolatek, który zrobi wszystko, absolutnie wszystko, aby wyprowadzić cię z równowagi.

Dlaczego on to robi? Separuje się, drodzy rodzice, od was. Proces separacji jest niewyobrażalnie ciężki dla dzieciaka. A musi to zrobić, aby za chwilę wyfrunąć na dobre z gniazda i założyć własną rodzinę. Mówiąc bardziej obrazowo, musi „zabić” tę dziecięcą miłość do was i przeobrazić ją w tę dojrzałą, dorosłą, bez tego obciążenia psychicznego, że rodzic jest dla niego wszystkim i bez niego nie poradzi sobie w życiu. Nie możecie go zatrzymać w tym procesie, bo inaczej stanie się życiową ciamajdą.  

– Dzwoniłam trzy razy, oczekiwałam, że otworzysz mi drzwi. Te zakupy są dla nas wszystkich, a obiad nie zrobi się sam.

Lepiej brzmi, prawda? Spokojnie, mów to spokojnie, bez napięcia, chociaż wiem, jak bardzo się w tobie gotuje. Jednak bądź przygotowana na kolejny atak. On będzie próbował do skutku!

– Nie jestem tutaj służącym.

Przywalił. No i to jest moment wyboru. Spróbuj wybrać kontenerowanie.

– Synu, to bardzo odpowiedzialny zawód. Gdzie jest twoja odpowiedzialność, gdy informujesz mnie na dzień przed koncertem o tym, że się tam wybierasz? Nie oczekuj ode mnie, że podejmę taką decyzję sama. Ojciec wróci z pracy, zjemy obiad i we trójkę porozmawiamy. A teraz pomóż mi.

I zwyczajnie wręcz mu obieraczkę do ziemniaków.

Myślisz, że odpuści? Dobrze wiesz, że nie.

– Nie prosiłem o zgodę. Ja ci oświadczyłem fakt.

Zawieś na nim wzrok, tak przez chwilę, by nie poczuł się taki pewny siebie. Nigdy nie uciekaj wzrokiem, bo wtedy okazujesz słabość. Powiedz spokojnym głosem:

– Synu, masz wybór. Obierasz ziemniaki i po obiedzie porozmawiamy z ojcem o wyjeździe na koncert albo możesz rzucić obieraczką o podłogę, wyjść, ale wtedy nie dość, że będą nici z koncertu, to dodatkowo przepadnie całe twoje kieszonkowe do końca tego miesiąca i na kolejny. – Trzymaj na nim wzrok, nawet na chwilę go nie spuszczaj! I dodaj: – To co? Rzucasz czy obierasz?

No i teraz większość z was zadaje mi pytanie: a co jeśli rzuci obieraczką o podłogę?

Jeśli rzuci, to masz, droga mamo, większy problem, niż myślałem. Dziecko, które od małego jest wychowywane w sposób dojrzały i ma stawiane granice, pomimo procesu separacji, czyli tak zwanego „dojrzewania”, „młodzieńczego buntu”, będzie w stanie się zatrzymać i z megafochem obierać te cholerne ziemniaki.

Co zrobić, kiedy rzuci?

Spełnić swoją groźbę. Zero koncertu, zero kieszonkowego przez miesiąc.

No i pewnie kolejne pytanie: a jeśli moje dziecko nie dostaje kieszonkowego?

Drodzy rodzice, kieszonkowe to wasz as w rękawie na nastolatka. Jak chcecie mieć wpływ na jego wychowanie, nie mając w ręku behawioralnych narzędzi wychowawczych? Przecież to nie tylko kieszonkowe!

W opisanej sytuacji można spokojnie wykorzystać aspekt koncertu. Oczywiście trzeba wybadać, czy ten koncert to nie zwykła przykrywka dla innych działań, na przykład całonocnej imprezy u kumpla z morzem piwa. Proste zdanie ukróci te zapędy:

– Tata pojedzie z tobą na ten koncert. Poczeka w samochodzie pod halą widowiskową, a potem przywiezie cię z powrotem.

Jeśli naprawdę zależy mu na koncercie, to nic go nie powstrzyma przed ucztą muzyczną, nawet stary zgred w samochodzie. A jeśli kombinował coś innego, spodziewajcie się nieoczkiwanej zmiany planów na weekend. Oczywiście nie muszę mówić, że wtedy wasza czujność musi być podwójnie wzmożona.

Można również pertraktować:

– Ojciec zawiezie cię na ten koncert, ale przez trzy wieczory w kolejnym miesiącu zajmiesz się swoją siostrą. My z ojcem też musimy kiedyś pójść do teatru czy do kina. Synu, okaż zrozumienie.

O nic nie prosisz, ba! Nawet nie żądasz. Mówiąc żartem: „synu, okaż zrozumienie”, pertraktujesz kompromis.

Podsumowując, kontenerowanie polega na posługiwaniu się dojrzałymi emocjami i przekazywaniu ich w dialogu dziecku. Inaczej mówiąc, nie ulegacie waszym wewnętrznym, agresywnym impulsom, nie dajecie się wyprowadzić z równowagi, nie odpowiadacie agresją na agresję, ale dojrzałym dialogiem i przede wszystkim wewnętrznym spokojem, na tyle, na ile on jest możliwy.

Usłyszę zarzut: „Mądrala, łatwo powiedzieć!”.

Pewnie tak, ale pamiętajcie, drodzy rodzice, że kropla drąży kamień. Nic się nie zadzieje z dnia na dzień. Potrzeba czasu i cierpliwości. Kiedy wyleje się z was agresja, wasze dziecko z dużym prawdopodobieństwem będzie agresywne. Kiedy zareagujecie w sposób spokojny i dojrzały, z dużym prawdopodobieństwem twierdzę, że wasze pociechy też. Z czasem. Niestety, ten wybór jest zerojedynkowy i sprowadza wasz autorytet do wyboru: wy albo koledzy/koleżanki. W najgorszym scenariuszu ulica. 

A co zrobić z tymi niedobrymi emocjami, które roznoszą was od środka?

Zabrzmi to jak żart, chociaż nim nie jest: idźcie pokrzyczeć do lasu albo rozładujcie się na siłowni lub podczas aerobiku. Rower stacjonarny też jest bardzo dobrym pomysłem. Lepiej drzeć się bez sensu w lesie niż na własne dziecko. Lepiej wyżywać się na worku treningowym na siłowni, niż okładając własne dziecko pięściami. Lepiej zapedałować rower agresją, niż wyzywać własne dziecko od pedałów. I tyle.

PS. Temat ten wzbudził we mnie refleksje na temat bezstresowego wychowania. Czy w ogóle jest możliwe? Kontenerowanie, mimo pozornego braku agresji, bo przecież jako rodzic, zmagacie się z nią we własnych myślach i fantazjach, stanowi wyzwanie i ogromny stres nie tylko dla was. W pierwszym odbiorze dziecko zderzy się z „nieprzewidywalnymi” rodzicami, którzy nie krzyczą, nie chwytają za pasek, tylko rozmawiają spokojnym głosem, a do tego negocjują! Kto wie, czy taka zmiana nie jest bardziej stresująca dla waszego dziecka niż kontenerowanie jego emocji przez was. Przy kontenerowaniu nastolatek musi wykonać ogromny wysiłek poznawczy. Dużo trudniej zdewaluować rozmawiającego, negocjującego rodzica niż tego oprawcę, który potrafił jedynie użyć argumentów siły.

Moim zdaniem nie ma więc czegoś takiego jak bezstresowe wychowanie, bo przecież jako dojrzali rodzice cały ten śmietnik emocjonalny waszego dziecka weźmiecie na siebie, przetworzycie go w sobie i w dobry sposób, bez agresji, przetrawiony, spokojnie mu oddacie. Oczywiście im częściej zastosujecie kontenerowanie, im więcej wprawy i obycia w dialogowaniu zdobędziecie, tym poziom złych emocji nie będzie tak znaczący dla waszej psychiki.

 

Dobrze, usiądźmy zatem i porozmawiajmy…

O czym chcielibyście poczytać?