"Kopał tak mocno. Nie mogłem oddychać. Wiedział, jak bić, żeby nie było widocznych śladów. W twarz przypierdalał tylko wtedy, kiedy były ferie lub wakacje.".

***

"W sobotę rano, jak zawsze, rytualnie zjedliśmy naleśniki waniliowe z syropem klonowym, a także, do wyboru, z powidłami śliwkowymi. Smakowały jeszcze wyborniej niż zwykle. Ostatecznie usmażył je mój oficjalnie, humanistycznie przysposobiony tata.".

***

Słowa dotrzymali, oficjalnie bzykania nie było, ale wiadomo! Krew nie woda, majtki nie pokrzywy... a ja w nocnym czuwaniu wprawę miałem. No i jasne, że co nieco tam widziałem. […] Budowała się we mnie nowa tożsamość. Tożsamość szczęśliwego pedzia. Szczęśliwy małolat-pedzio.

–  Ten dom to także symbol moich oświadczyn.

– Oświadczyn? – zapytałem jak dziewica orleańska ściszonym, radiowym głosem.

***

– Wszystkiego najlepszego, słońce... – powiedziałem, stojąc za Rafałem. Na stole, przed nim postawiłem zapakowany w biały papier prezent, który był przepasany czerwoną wstążką. Całość zgrabnie zwieńczona kokardą.

***

Wstał, odstawił kubek do zmywarki. Moje emocje wzięły górę. Nie wytrzymałem. Chwyciłem butelkę jebanego Dom Perignona i cisnąłem nim o ścianę. Rozjebał się w drobny mak, a po chwili spłynął na podłogę.

– Wszystkiego najlepszego, kochanie! Jak zwykle zjebałeś!

 

 

– Ile ty masz, kurwa, lat, młody? – wycedził z niedowierzaniem.

– Prawie siedemnaście! – odkrzyknąłem jak szeregowy, który dostał się do karnej kompanii za przypalone ziemniaki.

– Chwytam, chwytam... I nie drzyj tego ryja, jajogłowy! Słyszę cię wyraźnie... –  W moje nozdrza uderzył odór alkoholu z ust Jerby.

***

– Ej! Co jest z tobą? Zdejmuj te mokre ciuchy.

Uniosłem głowę, spojrzałem na niego i wykrztusiłem ledwo słyszalnym głosem:

– Sorry, że to gówno was ochlapało.

***

– Jeśli tak ma wyglądać ta rozmowa, to ja podziękuję. – Wstając, przysunąłem krzesło do stołu.

– Siadaj, kurwa mać! Jeszcze nie skończyłem!

– Jerba, jeśli wydaje ci się... – zacząłem się jąkać.

– Boisz się mnie... Przypakowałeś na siłce, a jednak się mnie boisz.

Stałem tak przez dłuższą chwilę z rękami opartymi o rant krzesła.

– Jerba...

– Jeremi.

Chciałem krzyknąć: „Udusisz mnie!”, ale to nie miało sensu, bo tak mocno, jak mnie przytulał, tak samo bezceremonialnie zaczął wydawać polecenia Jerbie:

– Weź te cholerne kluczyki i idź po samochód. Nie widzisz, co się z tym dzieciakiem dzieje!? Cały się trzęsie! No, rusz dupę w końcu!

Po rzutkich poleceniach Adama szef wydobył się z letargu i bez dyskusji ruszył w stronę wyjścia.

***

"Rafał, zaraz będziemy na miejscu, weźmiesz ciepłą kąpiel, uspokoisz się, zrobimy ci jakieś dobre żarełko, chcesz? […] Nie wrócisz tam.".

***

"Ty... perwersie! Jak pomacasz kaczki mrożone, to ci przejdzie!".

***

– Rafałku, nigdy do twojego portfela nie zaglądałem, ale wiesz, za tę sesję dla Vogue’a to przelew raczej nie opiewał na sto złotych. – Roześmiał się przaśnie, aż mu te rude loki podskakiwały na czole.

– No nie. To prawda.

– Nawet nie zapytam ile, bo słabo mi się zrobi! – Ciekawość zżerała Rudzielca od środka.

Niby skubaniec nie zapyta, a jednak pyta. Rudy, wstrętny zazdrośnik.

KOMEDIA

"A ja ci powiem coś jeszcze, kobieto. – Zrobił krótką pauzę, aby po chwili z impetem zaskoczyć wszystkich zgromadzonych. – Jeszcze dzisiejszej nocy wracam do naszej sypialni!"

PSYCHOTERAPIA

"Odnoszę wrażenie, że ten ból podniecał pana.".

***

"– Mam takie wrażenie, że boi się pan jego reakcji: że spakuje się i zostawi pana samego z bratem, z którym pan sobie nie radzi.

– Nie poradziłbym sobie bez niego, to prawda."

 

ŚLUB

"– Jak przyjdzie ci do głowy przenosić mnie przez cholerny próg, to kopnę cię przy wszystkich w jaja... zrozumiałeś? – Po czym uśmiechnąłem się tak słodko i niewinnie jak panna młoda udająca dziewicę po zabiegu hymenoplastyki w Tajlandii."