PRZEDSŁOWIE

To historia o doświadczaniu traumy, upokorzeń, deprecjacji wartości i molestowania seksualnego, opowiedziana przez mojego pacjenta podczas sesji terapeutycznych. Kiedy po pięciu latach od zakończenia terapii zaproponowałem mu upublicznienie jego przeżyć, zgodził się bez momentu zawahania. Jedynym warunkiem było przedstawienie jego historii życia przy zachowaniu daleko idącej anonimowości. Trzon psychopatologii pozostawiłem nienaruszony, a cierpień głównego bohatera nie umniejszyłem.

Moja książka jest opowieścią o wieku dorastania, odkrywaniu własnej seksualności, pierwszej miłości na tle degeneracji wartości rodzinnych, która jak rak wpływa na życie jej potomków, niszcząc kolejne komórki ich egzystencji w świecie dorosłych. Świadomie nie użyłem słowa „pociech” tudzież „dzieci”. Byłaby to pozytywna ewaluacja wartości biologicznej rodziny, od której mój bohater nie otrzymał niczego prócz bólu. Jego dziecięce doświadczenia nie korelują ze słowem „pociecha”, natomiast mocno łączą się z poczuciem bycia niechcianym, odrzuconym czy wyobcowanym.

Bohaterem książki jest chłopak, nastolatek. Zabiera ciebie, mamo lub tato, w podróż przez czternaście lat swojego życia. Poprzez wspomnienia kreśli kolejne zdarzenia: od traumatycznych do lepszych, szczęśliwszych, poprzez śmiech i łzy. W swoich rozważaniach podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie, gdzie jest granica tolerancji i czy taka w ogóle istnieje.

Tę historię opowiedział homoseksualny chłopak, ale spisał ją terapeuta, który codziennie stawia czoła homofobii, nie tylko tej doświadczanej na ulicy, ale – co jest bardziej bolesne – także od bliskich. Słowa nie muszą być wypowiedziane wprost, żeby dotknęły wnętrza twojego dziecka. Nieroztropne dewaluowanie homoseksualizmu w obecności pociechy może zamknąć przed tobą jego wnętrze na wiele lat, a może i na zawsze. Nie wystarczy być poprawnym politycznie, tolerancyjnym na pokaz rodzicem, bo tak wypada przed znajomymi. Tę fałszywą nutę twoje dziecko, mamo lub tato, wyczuje, zanim zdołasz dokończyć zdanie. 

To w domu Twoje dziecko uczy się bycia w relacji poprzez obserwację najbliższych osób, mam i ojców. To, czy jako rodzic darzysz siebie miłością wzajemną, wpływa na psychikę Twojej pociechy i formuje dobre lub złe wzorce relacji rodziców w strukturze jej osobowości.

Bezspornie najważniejszym obiektem jesteś ty, mamo, ale nie wolno zapominać o roli dla ciebie, tato. Dobre, męskie wzorce, szczególnie dla dorastającego chłopaka, są jak tlen dla komórek jego ciała. Co takiego dzieje się z dzieckiem, kiedy nie ma wzorca miłości i jej miejsce zastępuje przemoc, niekiedy sadyzm, o których słucham niemalże każdego dnia w zaciszu mojego gabinetu? W książce nie odpowiadam wprost na zadane pytanie, jednak obnażam mechanizmy i uwidaczniam schematy, które jak gen złych albo dobrych wzorców relacji twoje dziecko zaszczepi w dorosłych związkach czy małżeństwie swoim partnerom.

Głównym bohaterem napisanej przeze mnie historii mógłby być Twój syn: cukierkowy, wręcz przelukrowany, uwielbiający różowy kolor chłopak, przedstawiony na tle obezwładniającej patologii. Aby wyrwać się z sadomasochistycznego uścisku z ojcem, poszukuje męskich wzorców poza domem. Dostaje prezent od losu – miłość swojego życia, która przytrafia mu się jak ślepej kurze ziarno. Mimo to zaczyna niszczyć tę relację. W tobie, mamo, Rafał prawdopodobnie wzbudzi litość, a w tobie, ojcze, może wyzwolić nienawiść. Przecież tak wiele razy słyszałeś, że bycie gejem nie oznacza bycia ciotą, że to właśnie przez androgynicznych chłopców jesteśmy postrzegani negatywnie w społeczeństwie.

Niezależnie od sposobu postrzegania własnej płci Rafał nieświadomie niszczy bliski, intymny związek. Ani wiek, ani orientacja seksualna, tym bardziej jego płeć i poziom testosteronu nie są czynnikami, które mogłyby mieć wpływ na jego zachowania autodestrukcyjne. Te zachowania jak wirus zostały wszczepione do jego osobowości przez ciebie, ojcze, i przez ciebie, matko, i wyniesione jako wzorzec relacji z domu rodzinnego.

Droga mamo lub drogi tato, nie zmienisz orientacji seksualnej swojego dziecka, ale nie pozwól, aby homofobia wyrwała z Twoich dłoni drogowskaz, bo przecież taka jest twoja rola – bycie dla swojej pociechy drogowskazem do przystanku „szczęście”. Jeśli pozwolisz na to, w sposób masywny odbije to piętno na waszych wzajemnych relacjach w przyszłości. Każde dziecko, bez względu na to czy jest hetero- czy homoseksualne, potrzebuje jedynego uczucia – twojej miłości, drogi czytelniku.

Mamo lub tato, życzę ci przyjemnej lektury.

Tomasz Ziubiński

 

Zanim, drogi czytelniku, sięgniesz po moją książkę, mniej na uwadze fakt, że język jest niewybredny, czasem mocno wulgarny, jak to między mężczyznami, tymi hetero- i nieheteronormatywnymi, w życiu bywa.

 

Wszystkie postaci jak również opisane sytuacje są oparte na faktach, ale na prośbę bohatera zostały tak zmienione, aby oddalić je od jakiekolwiek podobieństwa do realnych osób i zdarzeń.

Autor